Dzikość zniewolenia (cz. 3)
18+Kolejna część mojego opowiadania erotycznego o wygnanej ze stada wilczycy. Grafiki wygenerowane przez AI, stąd brak perfekcji. Jednak choć trochę oddają klimat :)
Erik kolejny dzień rozpoczął od uczenia mnie komend. Wstałam z materaca, od razu gdy otworzył drzwi. Moje ręce były wolne, ale obroża ciasno opinała szyję, mimo że smycz zwisała luźno. Sukienka wisiała na mnie w strzępach a materiał był dodatkowo podarty na biodrach. Przez to moje piersi były prawie całkowicie odsłonięte. Stanął przede mną z pejczem w dłoni.
– Klękaj – powiedział spokojnie, patrząc mi w oczy.
Nie posłuchałam. Stałam wyprostowana. Moje uszy sterczały wyzywająco. Machnęłam raz mocno ogonem. – Nie – warknęłam cicho. Kły błysnęły w jego stronę.
Pejcz spadł na moje udo, pozostawiając czerwoną pręgę na skórze. Jęknęłam. Ugięłam kolana lekko. Potem drugi raz. Na to samo miejsce. Ból rozszedł się po nodze jak ogień. – Klękaj – powtórzył głosem bez emocji.
Klęknęłam powoli. Kolana zabolały mnie od twardej podłogi. Ogon podkuliłam pod siebie w obronie.
– Grzeczna sunia – powiedział. – Teraz ssij.
Podszedł bliżej, rozpinając spodnie i odsuwając bieliznę. Wyciągnął penisa na wierzch.
Pejcz bez ostrzeżenia spadł na moje plecy przez resztki sukienki. Skóra pod uderzeniem zapulsowała bólem. Potem drugi raz, tym razem na pośladki. Ból rozszedł się po pupie. Złapał mnie za uszy, palce zaciskając na futrze. Pociągnął mocno w dół. Ból rozlał się po głowie. – Ssij – powiedział twardo.
Otworzyłam usta, a on wykorzystał to wsuwając powoli penisa. Poczułam jego słony smak. Ssałam wolno, a językiem zataczałam niechętnie kółka wokół główki. Cały czas nie zwolnił chwytu. Przyciągał mnie lekko, powodując dalszy ból. Dodatkowo zaczął poruszać biodrami, wbijając się coraz głębiej, aż do gardła. Zaczęłam się dławić. Ślina spływała mi po brodzie. Doszedł dość szybko wypełniając moje usta swoim nasieniem. Połknęłam, ile dałam radę, a reszta spłynęła po mojej wardze i brodzie. Wyszedł wtedy z pokoju bez słowa zostawiając mnie samą, ze smakiem jego spermy w ustach i nie wiedzącą do końca co się dzieje. Drzwi otworzyły się pewnie z godzinę później, gdy akurat zdążyłam skulona zasnąć.
– Jeszcze raz – powiedział. – Klękaj.
Wstałam powoli, próbując się zbuntować, ale pejcz spadł na moją pierś, trafiając w lewy sutek, powodując ponownie ostry ból. Potem od razu, bez uprzedzenia na prawy. Krzyknęłam głośno. Klęknęłam natychmiast. Złapał mnie za ogon u nasady, pociągając mocno w tył. Ból rozszedł się po moim kręgosłupie. – Klękaj i nie ruszaj się – powiedział. Klęczałam. Potem powiedział „ssij”, więc z obawy przed pejczem brałam penisa głęboko, ssąc posłusznie. Potem powiedział „wypinaj” – sugerując mi pozycję na czworakach. Pupa w górę z uniesionym ogonem. Ciągnął za niego mocno, gdy nie zadarłam go dość wysoko. Pejcz uderzył w moje uda, szybkimi razami. Skóra paliła mnie po każdym uderzeniu. Dodatkowo położył but na mojej potylicy dociskając mi głowę do podłogi, powodując tym samym, że wypinałam się jeszcze bardziej.
Powtarzał te komendy cały dzień. Za opór bił mnie pejczem po udach, plecach czy piersiach. Bez wahania ciągał mnie za ogon i uszy. Ból mieszał się z upokorzeniem. Wieczorem wypełniałam już polecenia bez wahania – klękałam od razu. Ssałam głęboko. Wypinałam się. Wystawiałam cipkę na jego spojrzenie. Ogon machał lekko nabierając nawyku, a uszy posłusznie opadały wzdłuż włosów. Następnego dnia to samo. Rano znowu komendy. Klękaj – klękałam od razu. Ssij – brałam go głęboko do ust. Wypinaj – pupa w górę, ogon uniesiony, tułów i głowa przy podłodze. Coraz rzadziej mnie bił, tylko gdy się ociągałam. Ból był krótszy, ale wciąż przypominał, kto tu rządzi. Wieczorem byłam już posłuszna całkowicie – na każde słowo reagowałam natychmiast. Ciało drżało z nawyku, a uszy nasłuchiwały ewentualnych komend zwrócone w stronę Erika. Tego dnia wyszedł już z pokoju, jakby zostawiając mnie z nowo nabytą „wiedzą”.
Kolejny dzień tresury zaczął się od rana. Gdy stanęłam prosto przed Erikiem, on wyciągnął nóż. Podszedł blisko i dotknął nim mojego barku. Przeciął resztki sukienki po obu stronach. Sukienka opadła od przodu już całkiem odkrywając piersi. Miałam gigantyczną potrzebę osłonięcia ich ramieniem, ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. Potem złapał za materiał na moich biodrach i gumka sukienki, która się na nich opierała poleciała w dół odsłaniając całe moje ciało.
Stałam naga, a gęsia skórka przeszła po skórze od chłodu izby.. Erik patrzył na mnie długo, a potem pociągnął za smycz. – Chodź – powiedział krótko. Poszłam za nim posłusznie, na czworakach, bo smycz była krótka. Bruno szedł obok, obwąchując moje uda i cipkę, a jego nos dotykał wilgotnej skóry. Weszliśmy do małego pomieszczenia z drewnianą wanną. Wannę wypełniała ciepła woda, parująca lekko, zapach mydła unosił się w powietrzu. Erik odpiął smycz od obroży, ale obroży nie zdjął. Złapał mnie za włosy i pociągnął w stronę wanny. – Wchodź – powiedział. Weszłam do wanny powoli, woda parzyła skórę, a ja syknęłam z bólu. Erik klęknął przy wannie, wziął gąbkę i namoczył ją. Zaczął myć moje ramiona, gąbka sunęła po skórze wolno, zostawiając pachnącą pianę. Potem przesunął po piersiach, gąbką muskając sutki, które stwardniały od dotyku. Jęknęłam cicho, ale on nie zareagował, tylko mył dalej. Potem mył brzuch, gąbka schodziła niżej, aż do cipki. Sunął po wargach sromowych, naciskał lekko na łechtaczkę, ale nie masował jej, tylko czyścił. Potem uda, pupę, woda chlupała lekko. Czułam ulgę – brud z lasu spływał, skóra stawała się czysta, ciepła woda łagodziła ból z poprzednich dni. Zamknęłam oczy, oddychając głęboko. Po raz pierwszy od wygnania poczułam coś jak spokój. Gdy skończył, wyciągnął mnie z wanny, woda spływała po mojej skórze. Osuszył mnie szorstkim ręcznikiem, ale delikatnie, bez pośpiechu. W końcu przypiął smycz do obroży, a ja bez słowa poszłam tam, gdzie on, czując się zdecydowanie lżej.
Erik przyciągnął mnie za smycz do łóżka i kazał mi się położyć na plecach. Ręce i nogi przywiązał mi sznurami do nóg łóżka, rozkładając je szeroko na boki. W takiej pozycji miał swobodny dostęp i do moich piersi i do cipki. Leżałam na ogonie dociskając go do materaca, ale ten skierowany był w bok, uniemożliwiając mi jakiekolwiek zasłonięcie się. Zaczął mnie… pieścić. Najpierw palcami, masował moje wargi sromowe, potem zataczając kółka wokół łechtaczki. Po chwili takiej pieszczoty, gdy usłyszał mój cichy, lecz narastający z podniecenia oddech, wsunął w moją wilgotną już mimowolnie dziewiczą szparkę jeden palec. Z początku dość płytko, jakby badając moją wewnętrzną budowę, powoli go zagłębiając. Namierzył mój punkt G, masując i uciskając go powoli, wymieniając to co jakiś czas na krążenie po ściankach ciasnej pochwy. W tym samym czasie kciukiem dotykał łechtaczki, lekkie ruchy, coraz bardziej potęgował na nią nacisk. Gdy zaczęłam już ewidentnie pojękiwać z przyjemności jaką mi sprawiał, ciągle miałam z tyłu głowy ból, zadany ledwie wczoraj. Skąd ta odmiana? Czułam, że powoli ta przyjemność zaczyna przeinaczać się w zbliżający się coraz bardziej orgazm. Kolejne ruchy palcem wewnątrz mnie i masaż łechtaczki przyprawiały mnie o dreszcze rozchodzące się od podbrzusza, czułam, że to już ten moment. Potrzebowałam tego. Gdy odchyliłam głowę, szykując się do orgazmu, Erik nagle przerwał, wyciągając swój palec i przerywając błogi masaż kciukiem.

Zdziwiłam się. Myślałam, że chce mnie pooglądać, jak szczytuje dzika wilczyca, jednak on bezlitośnie przerwał moją przyjemność. Poczekał około minutę, aż to napięcie w moim ciele nieco zelżało. I ponowił tę zabawę. Znowu poczułam ciepło w podbrzuszu, gdy uciskał moje najintymniejsze miejsca. Tym razem do szczytu zbliżyłam się dużo szybciej. Otworzyłam usta ujawniając swoje kły w cichym jęknięciu, ogon mi się mimowolnie nastroszył, a uszy położyły się gładko wzdłuż włosów. Byłam już tak blisko, gdy on znowu przerwał.
- Co ty ro-robisz…? – wyjęczałam znowu zawiedziona tym, co zrobił. Ale on bez słowa odszedł od łóżka i wyszedł z pokoju. Wierciłam się w tym czasie po łóżku, próbując przesunąć ogon, żeby nim choć trochę samodzielnie poocierać spragnioną cipkę. Niestety łóżko było zbyt miękkie, bym mogła unieść się choć trochę na piętach i plecach. Wszedł w trakcie moich prób, niosąc w ręku dziwne, fioletowe urządzenie. Nic nie mówiąc dotknął nim mojej cipki, chyba po to, żeby je nawilżyć moimi soczkami. Potem przystawił je do mojej łechtaczki. Było nieco chłodne, ale tylko spotęgowało uczucie potrzeby dotyku i pieszczoty. Nagle zaczęło mocno drgać, a ja chcąc nie chcąc wygięłam się w łuk na tym miękkim łóżku na tyle na ile mogłam. Ogon się od razu nastroszył i jutro na uszach też się zjeżyło. Jęknęłam przeciągle czując wibracje rozchodzące się od łechtaczki po całym podbrzuszu i dalej na resztę ciała. Próbowałam się wyrwać z pęt trzymających moje nadgarstki i kostki, ale tylko bardziej wbiły się w moją skórę. Około pół minuty tych wibracji wystarczyło, bym jęczała jak niewyżyta suczka. A on… przerwał. Zaczęło to przypominać torturę. Znowu przerwa i znowu wibracje. Zamieniał niesamowitą przyjemność w torturę. Ciągle na krawędzi, soczki lały się ze mnie przemaczając moją drugą dziurkę, futro na ogonie i pościel pod moją pupą. Czułam, że moje policzki zaczerwieniły się, ale za każdym razem, gdy brakowało mi dosłownie sekundy – on przerywał. Męczyło mnie to już. Łzy samoistnie zaczęły spływać po moich policzkach, gdy nie miałam już sił. – Błagam, dokończ w końcu, chcę… chcę dojść! – krzyknęłam z trudem powstrzymując na chwilę jęki i płacz.
Szeroko rozłożone na boki nogi nie pozwalały mi w żaden sposób się osłonić albo dosunąć do urządzenia, byłam zdana całkowicie na jego łaskę, a on się mną bawił w ten sposób sama nie wiem jak długo. Po godzinie ciągłej męczarni, zmienił w końcu coś.

Przyłożył urządzenie siedząc między moimi nogami z uśmiechem. Robił coraz krótsze przerwy, a mi z kolei coraz krócej potrzeba było, by dojść do granicy, której on najwyraźniej nie chciał przekraczać. Ale gdy odsunął wibrator wcześniej niż zwykle, tym razem otwartą dłonią plasnął mocno w moją cipkę, nie szczędząc również łechtaczki. Ból szybko zastąpił męczącą przyjemność, gdy tylko zaczęła się nasilać. Spragniona orgazmu, nabrzmiała cipka coraz częściej przyjmowała razy otwartą dłonią. Pokój wypełniały moje jęki zastępowane co jakiś czas krzykiem z bólu. Czułam jak moje łono i wargi sromowe stają się jeszcze wrażliwsze i przekrwione od postępującej opuchlizny spowodowanej biciem. Kolejna godzina takiej męczarni, aż chyba mu się znudziło. Zostawiając mnie z bolącą cipką i co najgorsze – bez orgazmu.
- Dobrze. Chyba na dzisiaj ci wystarczy. – odezwał się w końcu. – Jutro będziemy kontynuować.
Rozwiązał pęta z moich rąk i nóg, przypiął smycz do obroży i mocno pociągnął. Nie miałam siły się podnieść, ale pociągnięcie zmusiło mnie do zsunięcia się na podłogę, na kolana. Zaprowadził mnie do mojego pomieszczenia, przypiął smycz do haka w ścianie i uzupełnił miskę z wodą. Od razu się do niej rzuciłam, chłepcząc wodę językiem, jak zwierzę. Gdy tylko skończyłam pić, usłyszałam komendę. Uszy od razu zwróciły się w jego stronę. – Klękaj.
Uklękłam zgodnie z poleceniem, a on podszedł do mnie rozpinając rozporek. – Ssij i połknij wszystko. – uwolnił penisa. Był postawiony na baczność, widocznie od tych tortur które serwował mi przez ponad dwie godziny. Przysunęłam się otwierając usta i biorąc go łapczywie i głęboko, nadal pozostając niesamowicie podniecona. Kilka chwil wystarczyło, by wytrysnął w moje usta. Połknęłam wszystko, tylko pojedyncza kropla ściekła mi po brodzie, wytarłam ją szybko wierzchem dłoni. Przyzwyczaiłam się już do smaku jego spermy. Wyczyściłam jego penisa z resztek spermy i śliny. Schował go i zapiął spodnie.
- Wypnij – usłyszałam kolejne polecenie i od razu je wykonałam. Wyciągnął coś ze swojej tylnej kieszeni. Jak się okazało, była to chusta, którą wytarł moje miejsca intymne z soczków, które ciągle się ze mnie sączyły. – Teraz ręce za plecy. – nie wiedziałam o co chodzi, ale polecenie wykonałam. Związał moje ręce sznurem. – To na wypadek, gdyby zachciało ci się samodzielnie zabawiać.
Z oczu poleciała mi kolejna partia łez. Zabronił mi nawet samodzielnie dokończyć tego, czego tak teraz potrzebowałam. – Masz czas do jutrzejszego ranka, żeby ochłonąć. Jutro będziemy kontynuować.
- Nie! Błagam, muszę w końcu dojść! – błagałam płacząc, ale poskutkowało to jedynie uderzeniem otwartą dłonią w mój policzek. Poleciałam na bok na podłogę obijając sobie ramię, na które upadłam. Wyszedł. Zostawił mnie samą. Łkającą cicho. Nie mając co ze sobą zrobić, przeleżałam cały dzień na materacu zastanawiając się, jak potoczyłoby się moje życie, gdybym jednak oddała się alfie. Albo gdyby zgodził się na mój związek z ukochanym – Kaelem.
Powiązane tematy
Punkty i wsparcie autora
Wesprzyj twórcę napiwkiem w ERPointach.
