Kolejnego ranka obudziłam się na swoim materacu w kącie izby, wciąż drżąca od wspomnień poprzedniego dnia. Ciało bolało mnie w miejscach, o których nie wiedziałam, że mogą boleć – cipka pulsowała delikatnym, uporczywym echem nadwrażliwości, a pupa przypominała o wibracjach, które wyryły się w mojej pamięci jak blizny. Erik już krzątał się po izbie, przygotowując śniadanie, ale jego spojrzenie, gdy mnie zauważył, było pełne tej samej władczej pożądliwości co zawsze. Nie mówił wiele; po prostu skinął głową, żebym podeszła i podał mi miskę z owsianką, którą musiałam zjeść na klęczkach, jak posłuszna suka. Nie spodziewałam się niczego szczególnego – myślałam, że to będzie kolejny dzień pieszczot, tortur orgazmami czy upokorzeń, ale nie to, co wisiało w powietrzu od chwili, gdy mnie schwytał. Moja cipka, wciąż nietknięta w ten najgłębszy sposób, drżała na samą myśl, choć nie wiedziałam, że dziś właśnie to nadejdzie.

Po śniadaniu Erik chwycił mnie za smycz i pociągnął do głównej części izby, gdzie stał solidny stół, na którym wcześniej mnie „tresował”. Tym razem nie było ściany ani platformy; po prostu popchnął mnie w stronę blatu, każąc mi się położyć na nim na brzuchu. Moje ręce wyciągnął do przodu i przywiązał dłuższymi sznurami do nóg stołu, a kostki przymocował mocno do dolnych nóg, rozchylając je szeroko, tak że nie mogłam nimi nawet drgnąć. Ogon zostawił wolny, machający nerwowo za mną, co tylko podkreślało moją bezbronność. Czułam chłód powietrza na wargach, które mimo wszystko zaczęły reagować na tę pozycję – zdradzieckie podniecenie mieszało się z lękiem, choć wciąż nie domyślałam się, co planuje. Erik stanął za mną, jego dłonie sunęły po moich udach, rozchylając je jeszcze bardziej. "Dziś zostaniesz moją w pełni" – mruknął, a jego głos brzmiał jak wyrok. Poczułam, jak jego palce wsuwają się między wargi, drażniąc łechtaczkę, by mnie rozgrzać, ale nie na długo. Chciał, żebym była gotowa, ale nie rozpieszczona – i wtedy zrozumiałam, co się święci, ale było już za późno.

Jego członek, twardy i pulsujący, dotknął moich warg. Byłam wilgotna, ale nie dość – wiedziałam to, bo napór był brutalny od samego początku. Erik nie czekał; chwycił mnie za biodra i pchnął mocno, próbując przebić błonkę jednym ruchem. Ból eksplodował we mnie jak uderzenie pioruna – ostry, palący, rozrywający mnie od środka. Krzyknęłam głośno, łzy napłynęły mi do oczu, a uszy położyły się płasko na głowie. Instynktownie próbowałam się odsunąć, szarpiąc ciałem do przodu, by uciec od tego palącego wtargnięcia, ale wtedy Erik złapał mnie za ogon – mocno, boleśnie, ciągnąc go do tyłu jak za lejce. "Nie uciekaj, suko" – warknął, a ten uchwyt nadziewał mnie na niego jeszcze głębiej, bo każdy mój ruch w przód spotykał się z kontrciągnięciem ogona, które wbijało mnie z powrotem na jego członka. Ból nasilał się z każdym centymetrem – czułam, jak błonka pęka, jak coś we mnie ustępuje pod jego naporem, a niewielka ilość dziewiczej krwi miesza się z moją wilgocią, ułatwiając mu drogę, choć dla mnie to było czystą agonię. To nie było delikatne wprowadzenie; to było brutalne posiadanie, każde pchnięcie jak cios, który wbijał mnie w stół, a on ciągnął za ogon, uniemożliwiając jakąkolwiek ucieczkę.

Ruchy Erika stawały się coraz szybsze, brutalniejsze. Trzymał ogon w garści, pociągając go rytmicznie, by kontrolować moje ciało, wyginając je w łuk, co tylko potęgowało ból. Jęczałam i płakałam, mieszając skowyt z popiskiwaniem, bo mimo agonii, gdzieś głęboko w tym piekle zaczęło kiełkować podniecenie. Jego członek tarł o ścianki mojej cipki, docierając do miejsc, które wcześniej znałam tylko z jego palców, a każde pchnięcie wysyłało falę bólu zmieszanego z rozkoszą. "Jesteś perfekcyjnie ciasna" – warczał, bijąc mnie po pupie otwartą dłonią, co dodawało nowych warstw upokorzenia i bólu, a ogon w jego uścisku palił, jakby miał oderwać się od ciała. Trwało to długo – minuty ciągnęły się w nieskończoność, moje ciało drżało, a cipka pulsowała wokół niego, próbując dostosować się do inwazji. W końcu poczułam, jak napięcie w nim narasta. Pchnął mocniej, głębiej, ciągnąc ogon tak mocno, że krzyknęłam z bólu, a ja, mimo woli, doszłam – orgazm wybuchnął we mnie jak lawina, skurcze cipki ściskające jego członka, mieszając ból z ekstazą tak intensywną, że zakręciło mi się w głowie. Erik ryknął, dochodząc jednocześnie, jego sperma zalała mnie od środka, gorąca i obfita, wypełniając cipkę po brzegi, spływając po udach. Trzymał mnie tak chwilę, dysząc, wciąż ściskając ogon, aż w końcu puścił i wysunął się z plaśnięciem.

Ale to nie był koniec. Erik chwycił mnie za włosy i pociągnął głowę do tyłu, zmuszając, bym spojrzała na jego wciąż twardego, ociekającego członka – pokrytego mieszanką mojej krwi, wilgoci i jego nasienia. "Wyczyść go…" – powiedział z uśmieszkiem, pełnym władzy i okrucieństwa. Rozwiązał mi ręce, złapał za nie i przeciągnął mój tułów do bocznej krawędzi stołu. Drżąca i obolała, wiedziałam, co mam zrobić. "Obciągnij mi, suko. Wyczyść swojego pana po tym, jak cię posiadł" – rozkazał, wciskając członka w moje usta. Smak był ostry, metaliczny od krwi, słony od spermy i wilgotny od moich soków – mieszanka, która paliła gardło, ale nie mogłam się cofnąć. Ssałam posłusznie, język sunął po żołędzi, zbierając resztki, a on trzymał mnie za włosy, dyktując tempo i głębokość pchnięć, aż dławiłam się i kaszlałam. Łzy spływały mi po twarzy, ale on nie przestawał, aż jego członek był czysty, lśniący od mojej śliny. Dopiero wtedy puścił, pozwalając mi położyć głowę na stole. Czułam na policzku chłód blatu, łkając cicho, z ustami wciąż czującymi ten smak upokorzenia.

Przerwa nadeszła po tym, gdy Erik pozwolił mi odpocząć chwilę. Ale nie była to zwykła przerwa; wymyślił coś, co miało mnie upokorzyć jeszcze bardziej, podkreślając moją pozycję wilczycy-niewolnicy. Po południu, gdy słońce stało wysoko, zaciągnął mnie na smyczy na zewnątrz izby, na małe podwórko otoczone lasem. Tam, w pełnym blasku dnia, kazał mi klęknąć na czworakach i udawać psa – nie wilka, ale zwykłego, pospolitego kundla. "Będziesz aportować, suko" – rozkazał, rzucając patyk daleko w trawę. Musiałam biec po niego na czworakach, a nawet ten lichy kontakt z naturą sprawiał, że machałam ogonem radośnie mimo sytuacji w jakiej byłam. Przynosić w zębach, liżąc jego dłoń w podzięce. Jeśli nie byłam dość szybka, bił mnie po pupie rózgą, zostawiając czerwone pręgi. Potem kazał mi sikać na trawie jak suka – kucając nisko, z nogami rozstawionymi, podczas gdy on patrzył i śmiał się, komentując, jak moja cipka wciąż błyszczy od wilgoci i resztek po porannym posiadaniu. Upokorzenie paliło mnie od środka – ja, dumna wilczyca z lasu, zredukowana do roli zabawki, znaczona jego spojrzeniem i śmiechem. Trwało to godzinę, może dłużej, aż łzy spływały mi po twarzy, a on wreszcie pociągnął smycz, prowadząc z powrotem do izby. "Dobrze, że wiesz, kim jesteś" – powiedział, głaszcząc mnie po głowie jak zwierzę.

Wieczorem nadeszła druga część dnia – rozdziewiczenie analne. Erik przygotował wszystko starannie; położył mnie na łóżku na brzuchu, z poduszką pod biodrami, by unieść pupę. Ręce przywiązał do wezgłowia, nogi rozchylił mocno na boki. Ogon zadarł na moje plecy i docisnął ręką, by nie przeszkadzał. Poczułam, jak smaruje moją pupę czymś śliskim, wsuwając palec, by mnie przygotować, ale nie był delikatny. "To będzie bolało, ale wytrzymasz" – ostrzegł, a potem przystawił członka do ciasnego otworu. Napór był powolny na początku, ale brutalny – zwieracze opierały się, powodując ostry ból, jakby coś mnie rozrywało. Krzyknęłam, szarpiąc się w więzach, ale on pchnął mocniej, wchodząc centymetr po centymetrze. Ból był inny niż w cipce – głębszy, bardziej palący, wypełniający mnie całkowicie. Łzy ciekły mi po policzkach, a ja błagałam o litość, ale Erik nie słuchał; ruszał się coraz szybciej, chwytając mnie za biodra, bijąc po pupie, by rozluźnić mięśnie.

Każde pchnięcie wbijało mnie w materac, pupa paliła ogniem, ale po chwili, gdy ból nieco zelżał, zaczęło się mieszać z dziwnym podnieceniem. Jego członek tarł o ścianki, docierając do miejsc, które wysyłały iskry po całym ciele. Jęczałam teraz mieszanką bólu i rozkoszy, a on przyspieszał, warcząc z przyjemności. Orgazm nadszedł niespodziewanie – mój najpierw, skurcze pupy ściskające go mocno, co sprawiło, że doszedł zaraz po mnie, zalewając mnie spermą od środka. Wysunął się powoli, a ja dyszałam, wyczerpana. Ale nie pozwolił, by sperma wypłynęła; sięgnął po korek analny, duży i stożkowaty, i wepchnął go w moją pupę, zatykając wszystko wewnątrz. "Śpij tak, wypełniona mną" – rozkazał, rozwiązując więzy. Cipka pozostała pusta, ale pupa pulsowała wokół korka, przypominając o mojej niewoli. Zapadłam w sen na materacu, z ciałem obolałym, ale dziwnie zaspokojonym, wiedząc, że jutro przyniesie nowe męki.



Kolejnego ranka obudziłam się na swoim materacu, z pupą wciąż pulsującą wokół korka, który Erik wepchnął we mnie poprzedniego wieczoru. Sperma w środku częściowo się wchłonęła przez błonę śluzową, czyniąc mnie jeszcze bardziej jego własnością od wewnątrz, ale reszta utrzymywała się dzięki zatyczce, przypominając o moim całkowitym poddaniu – o tym, jak zostałam wypełniona i oznaczona jak naczynie na jego nasienie. Ciało bolało mnie wszędzie: cipka opuchnięta po brutalnym rozdziewiczeniu, pupa rozciągnięta i obolała, a ogon drżał lekko, gdy próbowałam się poruszyć. Erik już był na nogach, krzątając się po izbie z tą samą pewnością siebie, co zawsze. Skinął na mnie, bym podeszła na czworakach i podał miskę z wodą – tylko tyle, bo dziś, jak powiedział, miało być inaczej. "Dziś całkowicie się poddasz, moja suko. Najpierw przed innymi, a potem... cóż, zobaczysz" – mruknął z uśmieszkiem, który sprawił, że dreszcz przebiegł mi po grzbiecie. Nie wiedziałam, co planuje, ale jego ton obiecywał upokorzenie głębsze niż kiedykolwiek.

Po południu Erik zaciągnął mnie na smyczy do głównej izby, gdzie czekali już trzej inni mężczyźni – przyjaciele Erika, jak się domyśliłam, wszyscy wysocy, muskularni, z twarzami pooranymi bliznami od życia w lesie. Siedzieli przy stole, rozebrani od pasa w dół, ich członki wisiały swobodnie, czekając na to, co miało nadejść. Erik dołączył do nich, zdejmując spodnie i siadając z nimi w kręgu. Ja, z oczami zasłoniętymi czarną opaską, zostałam wepchnięta pod stół na czworakach, z rękami wolnymi, ale smyczą krótką, by nie mogłam uciec daleko. Powietrze pod stołem było ciężkie od męskiego zapachu – potu, podniecenia i czegoś pierwotnego, co sprawiało, że moja cipka mimo woli zaczęła wilgotnieć. "Twoim zadaniem jest znaleźć penisa swojego pana" – wyjaśnił Erik głośno, a inni zaśmiali się gardłowo. "Sprawdzaj po kolei, dotykaj, smakuj, aż będziesz pewna. Tego, którego uznasz za mnie, doprowadź do wytrysku ustami. Potem posmakuj spermy i potwierdź. Jeśli się pomylisz... cóż, będzie kara."

Serce waliło mi jak oszalałe, gdy pełzłam pod stołem na czworakach, z kolanami obcierającymi się o twardą podłogę, a ogonem machającym żałośnie za mną jak u kundla w rui. Zasłonięte oczy tylko potęgowały moją bezradność, czyniąc mnie zabawką w ich rękach, wilczycą zredukowaną do roli ślepej dziwki, która musi wąchać i dotykać obcych członków, by udowodnić swoją lojalność. Powietrze było gęste od męskiego piżma, potu i rosnącego podniecenia, co sprawiało, że moja cipka zdradziecko wilgotniała, jakby ciało samo chciało mnie upokorzyć, reagując na tę degradację. Pierwszy mężczyzna siedział po mojej lewej – poczułam jego uda, muskularne i owłosione, szorstkie pod palcami jak sierść dzikiego zwierzęcia. Dłonią natrafiłam na jego członka, gruby i krótki, z żołędzią zakrzywioną w lewo, co natychmiast wydało mi się podejrzane. Ale w panice, z sercem w gardle, uznałam, że to może być Erik – wspomnienia z poprzednich dni były zamglone bólem i rozkoszą. "To musi być mój pan" – szepnęłam do siebie, czując falę wstydu, że tak łatwo daję się oszukać. Otworzyłam usta szeroko, jak posłuszna suka i wzięłam go w nie, czując, jak wypełnia mi gardło, dławiąc mnie swoim rozmiarem. Ssałam żarliwie, językiem ślizgając się po spodzie, zataczając wilgotne kółka wokół żołędzi, podczas gdy on rósł we mnie, pulsując w rytm moich ruchów. Przyspieszyłam, biorąc głębiej, aż łzy spływały mi spod opaski, dławiąc się na nim, a ślina kapała po brodzie. Wytrysk nadszedł nagle, gorąca sperma zalała mi usta strumieniem, gęsta i słona z ostrą goryczką, która paliła język. Przełknęłam posłusznie, smakując dokładnie, ale smak był obcy, zbyt cierpki, nie ten kremowy z nutą słodyczy, który znałam od Erika. "To nie mój pan" – wyszeptałam drżąco, czując, jak upokorzenie zalewa mnie falą, a mężczyźni wybuchnęli śmiechem. "To prawda, a więc doprowadziłaś nie swojego pana. Błąd pierwszy, suko" – rzucił Erik z góry, jego głos pełen drwiny.

Pełzłam dalej, drżąca jak liść, z ustami lepkimi od cudzej spermy, która ściekała po brodzie, znacząc mnie jak tanią ladacznicę. Drugi mężczyzna miał członka dłuższego, prostego jak strzała, z wystającymi żyłami, które pulsowały pod moimi palcami. Dotknęłam go ostrożnie, sunąc dłonią od podstawy po czubek, czując ciepło, ale brak tej znajomej krzywizny. Różnica była wyczuwalna, zbyt oczywista – to nie mógł być on. "Nie, to nie mój pan" – mruknęłam, cofając dłoń z ulgą, choć słyszałam stłumione westchnienie rozczarowania nad stołem i pełzłam dalej, czując, jak moje kolana pieką od tarcia o podłogę.

Trzeci mężczyzna siedział dalej – jego uda były gładkie, a członek, gdy go dotknęłam, wydawał się podobny, ale tekstura była inna, zbyt gładka, bez tych znajomych żył, które pamiętałam z Erika. W panice jednak, z rosnącą desperacją, uznałam, że to musi być on – wątpliwości mieszały się z lękiem przed kolejnym błędem. "To na pewno mój pan" – pomyślałam, ignorując intuicję i otworzyłam usta, biorąc go głęboko, czując, jak wciska się w moje gardło, dławiąc mnie bezlitośnie. Ssałam z upokarzającą gorliwością, językiem masując każdy cal, śliniąc się obficie, podczas gdy on rósł, wypełniając mnie całkowicie. Śmiechy nad stołem nasilały się – "Słuchajcie, jak mlaska ta mała suka, jakby nie jadła od tygodni!" – co sprawiało, że czułam się jak najtańsza dziwka w burdelu, wystawiona na ich szyderstwa. Przyspieszyłam ruchy, biorąc go do końca, aż nos przyciskał się do jego podbrzusza, a ja krztusiłam się, łzy mieszając się ze śliną. Wytrysk eksplodował we mnie, sperma trysnęła obficie, ciepła i kremowa, ale z nutą, która nie pasowała – zbyt słodka, nie ta, którą znałam. Posmakowałam jej, kręcąc językiem po podniebieniu i zdałam sobie sprawę z błędu. "To nie mój pan" – jęknęłam głośno, upokorzona do granic, czując, jak łzy spływają spod opaski. "Błąd drugi, moja mała" – odezwał się Erik, jego głos ociekający satysfakcją.

Teraz zostały mi tylko dwa penisy – czwarty i... chwila… 

W zamieszaniu pod stołem straciłam rachubę, ale pełzłam dalej, serce tłukące się w piersi. Czwarty mężczyzna – to musiał być Erik. Jego członek, gdy dotknęłam, miał dokładnie tę krzywiznę, tę grubość u podstawy, ciepło i pulsowanie, które znałam z poprzednich dni, z tych brutalnych posiadaniach, które wryły się w moją pamięć. "To on, na pewno" – pomyślałam z ulgą, czując, jak podniecenie miesza się z lękiem. Bez wahania otworzyłam usta szeroko, biorąc go w nie z desperacką pokorą, ssąc jak głodna suka, językiem ślizgając się po spodzie, zataczając wilgotne spirale wokół żołędzi. Czułam, jak twardnieje we mnie, wypełniając gardło, a ja dławiłam się celowo, by pokazać swoją uległość, ślina kapała po brodzie na podłogę. Pracowałam rytmicznie, biorąc głęboko, aż poczułam narastające napięcie, pulsowanie w rytm moich ruchów. Wytrysk nadszedł jak erupcja – sperma trysnęła mi do ust obficie, gorąca, kremowa, z tą unikalną nutą słodyczy i soli, którą znałam doskonale od Erika. Posmakowałam jej powoli, kręcąc językiem i byłam pewna. "To mój pan!" – oświadczyłam dumnie, czując mieszankę ulgi i upokorzenia.

Śmiech ucichł, a Erik potwierdził: "Brawo, suko. Znalazłaś mnie w końcu, choć po dwóch błędach. Za to przez dwa dni będziesz karmiona wyłącznie moją spermą – kilka razy dziennie, byś wryła sobie ten smak w pamięć. Tylko sperma i woda, ale woda dopiero po godzinie, żeby nie wypłukała ci go z tych zwierzęcych ust." Mężczyźni wstali, klepiąc Erika po plecach, a ja, wciąż pod stołem, czułam się jak zużyta szmata, z twarzą płonącą od wstydu, ustami pełnymi smaku mieszanki trzech wytrysków – obcych i mojego pana. Ale to nie był koniec. Erik chwycił mnie za smycz i wyciągnął na stół, kładąc na blacie na plecach, z nogami rozchylonymi szeroko, cipką wystawioną na widok wszystkich. "W nagrodę za ich udział, suko, zrób pokaz – zmasturbuj się dla nas, pokaż, jak wilczyca dochodzi na zawołanie." Leżałam tam, upokorzona, czując ich spojrzenia jak palące żelazo na skórze i posłusznie wsunęłam palce między wargi, drażniąc łechtaczkę, wsuwając je głębiej w wilgotną cipkę. Jęczałam głośno, wyginając się w łuk, podczas gdy oni stali wokół, komentując każdy mój ruch – "Patrzcie, jaka mokra, ta suka kocha być wystawiona na spojrzenia!" – co tylko potęgowało moją degradację. Orgazm nadszedł szybko, gwałtowny, z ciałem drżącym pod ich wzrokiem, a ja squirtowałam lekko, mocząc stół, czując się jak najtańsza atrakcja w ich prywatnym cyrku upokorzeń. Na koniec, dla dodatkowego poniżenia, Erik kazał mi zlizać własną wilgoć z blatu, podczas gdy oni śmiali się, klaszcząc, a ja, z językiem sunącym po drewnie, wiedziałam, że jestem całkowicie ich – zepsuta, poddana i oznaczona na zawsze. Goście opuścili w końcu dom Erika.

Wieczorem nadeszło ostateczne poniżenie – akcja z Brunem, wielkim wilczurem Erika, którego sierść była szorstka i czarna, a oczy błyszczały dzikością, tak podobną do wilków z mojego dawnego lasu. Erik zaciągnął mnie do izby, gdzie Bruno już czekał, merdając ogonem z instynktownym pożądaniem. "Czas, byś poddała się całkowicie, nawet mojemu psu – byś stała się prawdziwą suką, workiem na psią spermę" – powiedział Erik, wiążąc mi ręce za plecami sznurem, tak że nie mogłam się bronić ani odepchnąć. Pchnął mnie na kolana, głowę przyciskając do podłogi, wiążąc smycz na krótko do kółka w podłodze, pupę unosząc wysoko, wystawioną jak ofiara. Czułam się kompletnie bezradna, upokorzona do rdzenia – ja, wilczyca z lasu, dumna i wolna, teraz zredukowana do roli psiej dziwki, gotowej na zwierzęce posiadanie. Bruno podszedł powoli, obwąchując mnie z ciekawością, jego zimny nos dotknął mojej cipki, wilgotnej mimo wszystko od mieszanki strachu i zdradzieckiego podniecenia. Potem zaczął lizać – szorstki język sunął po wargach, wślizgując się między nie, drażniąc łechtaczkę z zwierzęcą chciwością. Zamknęłam oczy, a w głowie pojawił się obraz Kaela, mojego dawnego partnera z lasu, przystojnego, dobrze zbudowanego samca o czarnym futrze na uszach i ogonie, o oczach zielonych jak liście wiosną; wyobraziłam sobie, że to on mnie liże, że to jego język przygotowuje mnie do kopulacji, co tylko pogłębiło moje upokorzenie, bo rzeczywistość była ohydna – pies, zwykły kundel, traktował mnie jak sukę w rui.

Bruno wskoczył na mnie nagle, jego łapy obejmujące moje biodra z brutalną siłą, a członek – czerwony, spiczasty, pulsujący – wbił się we mnie gwałtownie, rozrywając cipkę ostrym bólem zmieszanym z niepożądaną rozkoszą. Ruchał mnie szybko, instynktownie, ruchami krótkimi i gwałtownymi, jak maszyna napędzana czystym zwierzęcym popędem. Czułam się jak worek na jego spermę – bezwartościowa, bezradna dziura, istniejąca tylko po to, by przyjąć jego nasienie, upodlona do poziomu zwierzęcia, które nie ma wyboru. Krzyczałam w podłogę, łzy mieszały się z potem, a moje ciało zdradzało mnie, cipka ściskała go mimo woli. Potem poczułam, jak jego knot – ta bulwa u podstawy – puchnie we mnie, blokując go wewnątrz, uniemożliwiając ucieczkę. Wytrysk nadszedł jak powódź: nie jak u człowieka, ale ciągły, pulsujący strumień psiej spermy, gorącej i wodnistej, zalewającej mnie falami, wypełniającej cipkę po brzegi, spływającej po udach w lepkich strumieniach. Trwało to minuty – knot trzymał nas złączonych, a ja wiłam się w bezradności, czując, jak jego nasienie wlewa się we mnie bez końca, czyniąc mnie jego suką, jego własnością na ten moment, upokorzoną i poddaną w pełni. Każda fala spermy przypominała mi o mojej degradacji – byłam psim workiem, naczyniem na zwierzęce odpady, wilczycą zredukowaną do roli kundla.

Gdy Bruno wreszcie się wysunął, z knotem zmiękczonym, zostawiając mnie ociekającą i drżącą, Erik pociągnął mnie za smycz. "Podziękuj mu, suko. Obciągnij Brunowi w podziękowaniu za kopulację." Klęknęłam przed psem, z rękami wciąż związanymi i wzięłam jego wciąż ociekający członek w usta – smak był zwierzęcy, słony, mieszany z moją wilgocią i jego spermą, co tylko spotęgowało moje upodlenie. Ssałam delikatnie, językiem czyszcząc resztki, aż Bruno sapnął i odszedł, a ja zostałam na podłodze, z ciałem lepiącym się od psiego nasienia, czując kompletne poddanie. Erik poklepał mnie po głowie. "Dobrze, moja mała. Teraz śpij, wypełniona nim." Zapadłam w sen na materacu, z cipką pulsującą echem tej degradacji, wiedząc, że jutro zacznie się kara – dni tylko na jego nasieniu, by smak wrył się we mnie na zawsze.


Powiązane tematy

Punkty i wsparcie autora

Wesprzyj twórcę napiwkiem w ERPointach.

Zaloguj się, aby wysłać wsparcie autora. Zaloguj

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Zaloguj
Brak komentarzy.

Więcej od autora

Podobne opowiadania

Podobne tagi