Dzikość zniewolenia (cz. 7)

18+

Ostatnia część, z pierwszym z dwóch zakończeń.

Autor: Anastasia • rola: Twórca
Kategoria:Fantasy / Furry
Komentarze: 0 • Wyświetlenia: 1
Top: 0
Rozmiar tekstu

Kolejnego ranka obudziłam się na swoim materacu, z ciałem wciąż drżącym od wczorajszego upokorzenia, a cipką pulsującą echem psiego posiadania. Sperma psa dawno wyschła na moich udach, zostawiając lepką skorupę, która przypominała mi o mojej degradacji – o tym, jak stałam się naczyniem dla zwierzęcego instynktu, wilczycą zredukowaną do roli posłusznej suki. Słońce wpadało przez szczeliny w drewnianych ścianach izby, rzucając złote plamy na podłogę, a powietrze było ciężkie od zapachu drewna i jego – Erika – męskiego, dominującego aromatu, który przesiąkał wszystko wokół. Erik wszedł do izby z władczym uśmiechem, jego kroki pewne i miarowe, jak u myśliwego, który wie, że ofiara jest już jego. Ciągnął mnie za smycz delikatnie, ale stanowczo, prowadząc na środek pomieszczenia, gdzie stał solidny stół, symbol moich poprzednich tortur. "Czas na twój pierwszy posiłek, moja mała" – powiedział łagodnie, choć jego głos niósł nutę nieubłaganej dominacji, rozpinając spodnie wolno, z premedytacją, by pozwolić mi patrzeć, jak jego członek wyłania się, już półtwardy od samego widoku mojej uległości, pulsujący lekko w rytm jego oddechu. Klęknęłam posłusznie przed nim, z sercem bijącym w rytm poddania, otwierając szeroko usta jak wytresowane zwierzę, gotowe przyjąć to, co mi daje. Nie było pośpiechu. Erik pozwolił mi zacząć powoli, sunąć językiem po żołędzi, czując, jak nabrzmiewa pod moim dotykiem, ciepły i pulsujący, z lekką słoną wilgocią na czubku, która rozpływała się na moim języku jak pierwszy smak zakazanego owocu, mieszając się z moją własną śliną, tworząc lepki, intymny nektar. Lizałam delikatnie, eksplorując każdą fałdę skóry, każdą pulsującą żyłkę, która nabrzmiewała pod moimi pieszczotami, jak rzeka wypełniająca się wodą po burzy. Moje podniecenie rosło mimo woli – cipka wilgotniała, zdradzając mnie wilgotnym ciepłem między udami, a sutki twardniały pod wpływem tej intymnej bliskości, szczypiąc lekko od chłodu poranka. Brałam go głębiej, ssąc rytmicznie, językiem masując spód trzonu, biorąc go aż do gardła, gdzie dławiłam się lekko, ale z rosnącą ochotą, czując, jak wypełnia mnie całkowicie, jak jego zapach – męski, ziemisty, zmieszany z potem i lasem – otacza mnie jak mgła, wciągając w wir uległości. Jego dłoń na moich włosach kierowała tempem, delikatnie, ale pewnie, pociągając lekko, by dyktować głębsze ruchy, a ja poddawałam się temu, czując, jak wola ucieczki słabnie, zastąpiona falą uległości, która rozlewała się po całym ciele jak ciepła fala. Wytrysk nadszedł stopniowo, najpierw lekkie pulsowanie pod moim językiem, potem gorąca sperma zalała mi usta strumieniem, kremowa i słona, z nutą, którą teraz poznawałam jak własny oddech, spływająca po języku w gęstych falach, wypełniając policzki, aż musiałam przełykać szybko, by nie uronić kropli. "Połykaj wszystko, Liro" – mruknął, trzymając głowę w miejscu, aż ostatnia kropla spłynęła do gardła, wypełniając mnie ciepłem, które osiadało w żołądku jako jedyny pokarm, na jaki zasługiwałam, lekki, ale sycący w tej perwersyjnej karze. Smak utrzymywał się długo, przypominając o mojej zależności, o tym, jak staję się jego częścią, zwierzęciem, które karmi się esencją swojego pana, a woda, podana po godzinie z miski na podłodze, którą lizałam jak pies, tylko podkreśliła ten smak, nie wymazując go, lecz pozwalając mu osadzić się głębiej w moich zmysłach.

Drugi posiłek tego dnia nadszedł po południu, gdy słońce stało wysoko, a izba wypełniła się ciepłym światłem, rzucającym cienie na ściany. Erik przywiązał mnie luźno do stołu smyczą, pozwalając klęknąć wygodniej, z pupą wystawioną lekko do tyłu, co tylko potęgowało moje zdradzieckie podniecenie, czując chłód powietrza na wilgotnych wargach sromowych. "Pokaż, jak bardzo mnie pragniesz" – szepnął, stojąc przede mną, z członkiem już twardym od samego oczekiwania, pulsujący w rytm jego serca, które słyszałam za pomocą swoich czułych uszu w ciszy izby. Z drżącymi rękami chwyciłam go u podstawy oplatając go palcami i sunąc dłonią w górę i w dół. Językiem lizałam powoli od podstawy po czubek, zataczając wilgotne spirale, ssąc żołądź z delikatnym naciskiem, aż westchnął z przyjemności, a jego biodra drgnęły lekko w odpowiedzi, pchając go głębiej w moje usta. Brałam go rytmicznie, gardło rozluźniało się z każdym ruchem, podniecenie budziło się we coraz bardziej – cipka była wilgotna i gotowa, kropla wilgoci spłynęła po wewnętrznej stronie uda, a ja wyobrażałam sobie, jak mógłby mnie dotknąć, ale wiedziałam, że dziś to nie dla mnie, że moje ciało służy tylko jemu, co tylko potęgowało moją uległość, czyniąc każdy ssący ruch aktem całkowitego oddania. Jego dłonie na moich uszach, delikatnie kierujące, pociągały mnie bliżej, a ja brałam głębiej, dławiąc się lekko, ale z ochotą. Ślina spływała mi po brodzie, mieszając się z jego wilgocią, tworząc lepką mieszankę, która kapała na podłogę. Wytrysk znowu był obfity, sperma zalewała mi usta, spływając po języku jak nektar, gęsty i ciepły, z lekką nutą soli, wypełniając policzki i czując, jak osiada w gardle, sycąc ten głód, który nie był tylko fizyczny, ale głęboko instynktowny. Połknęłam z westchnieniem, czując, jak wypełnia żołądek, choć nieco sycąc narastający głód.

Trzeci posiłek pierwszego dnia był inny, bardziej intymny, podkreślający moją całkowitą uległość i rosnące podniecenie, które nie dawało mi spokoju. Erik położył mnie na łóżku na brzuchu, z poduszką pod biodrami, unosząc pupę wysoko, jak w poprzednich dniach tortur, jego dłonie sunęły po moich udach powoli, drażniąc skórę, budując napięcie, które sprawiało, że drgnęłam z mieszanki oczekiwania i poddania. "Teraz nakarmię cię inaczej, moja mała" – mruknął, smarując mój tyłek czymś śliskim i chłodnym, co sprawiło, że drgnęłam, czując, jak chłód kontrastuje z ciepłem mojej skóry, rozlewając się po zwieraczu, ułatwiając mu drogę. Penisa przystawił do ciasnego otworu, naciskając powoli, ale pewnie, rozciągając mnie centymetr po centymetrze. Lekki ból mieszał się z falą ciepła, która rozlewała się po podbrzuszu, sprawiając, że jęknęłam cicho, ręce zaciskając na pościeli, ale nie opierając się – poddawałam się, czując, jak wypełnia mnie całkowicie, tarł o ścianki z każdym rytmicznym ruchem, budując napięcie w obojgu z nas. Moje ciało reagowało zdradziecką wilgocią w cipce. Jego dłonie na moich biodrach kierowały tempem, pchnięcia stawały się głębsze, szybsze, a ja wiłam się pod nim, swój palec kierując na łechtaczkę. Cipka pulsowała pustką, ale podniecenie rosło we mnie z każdym pchnięciem, jakbym była stworzona do tej roli – wilczycy, która przyjmuje wszystko od swojego pana, z wolą ucieczki dawno zastąpioną chęcią poddania i oddania się. Orgazm przeżyłam jako pierwsza, skurcze pupy ściskały go mocno, a rozkosz przetaczająca się przez ciało, sprawiła, że krzyknęłam cicho. Moje ciało drżało pod nim, a on doszedł zaraz po mnie, zalewając mnie spermą od środka, wypełniając mój odbyt dokładnie. Wysunął się powoli, a ja dyszałam wyczerpana. Ale on nie skończył – sięgnął po mały kubek, przykładając go pod moją pupę. "Wyciśnij to, Liro" – rozkazał cicho, a ja mocno napięłam mięśnie, czując, jak sperma spływa strumieniem do naczynia, ciepła i gęsta, mieszana z wyciekającymi z cipki soczkami, tworząc mieszankę, która lśniła w świetle lampy. Podniósł kubek do moich ust, przechylając go powoli, a ja piłam posłusznie, smakując jego dar. To był ostateczny akt poddania, czyniący karę jeszcze bardziej intymną. To karmienie było najgłębszym aktem oddania. Dzika wilczyca z lasu, teraz w pełni oddana, podniecona faktem picia spermy swojego pana wypłyniętej z własnej pupy. A to podniecenie nie gasło, lecz rosło z każdym łykiem.


Gdy zapadł zmierzch pierwszego dnia, Erik zasnął na łóżku, zapominając uwiązać mnie na noc, co było rzadkim przeoczeniem w jego rutynie, zostawiając mnie wolną na materacu. Głód – nie tylko fizyczny, ale i ten głębszy, instynktowny – palił mnie od środka, a smak jego spermy wciąż utrzymywał się na języku, przypominając o mojej karze. Wspominałam upokorzenia, tortury orgazmami i po chwili sama wsunęłam palce między uda, drażniąc wargi delikatnie, sunąc po skórze, czując, jak cipka reaguje natychmiast, wilgotniejąc prawie od razu. Palce wsunęłam w dziurkę, masując punkt G powoli, a łechtaczkę pocierając wewnętrzną stroną dłoni. Zaczęłam w końcu cicho pojękiwać, wyobrażając sobie Erika, jak znowu psuje mi orgazm, przerywając po pierwszym skurczu cipki, zwiastującym moment osiągnięcia orgazmu. Przyspieszyłam ruchy, zwiększając nacisk i prędkość pocierania unerwionego punkciku. Napięcie rosło, brzuch napinał się, uda drżały, aż poczułam tę granicę – i wtedy wykonałam kilka kolejnych ruchów, rozpoczynając mocny, samodzielnie wywołany orgazm. Od razu cofnęłam dłoń, psując orgazm sama, falę rozkoszy przerywając brutalnie, zostawiając cipkę pulsującą pustką, drżącą z frustracji. Psuty orgazm trwał w nieskończoność. Pragnęłam dotknąć łechtaczki, lub wypełnić spragnioną cipkę czymś dużym tak, by mogła się na tym zacisnąć, potęgując doznania. Ta jednak nie miała się na czym zacisnąć. Każdy jej skurcz wołający o wypełnienie tylko pogłębiał moją uległość, czyniąc mnie jeszcze bardziej głodną jego dotyku, jak zwierzę w rui, które nie może bez pana. 

Nie wytrzymałam – wykorzystując brak uwiązania podczołgałam się do jego łóżka cicho, jak cień w nocy, klękając obok i biorąc jego uśpionego członka w dłoń delikatnie. Czułam jego ciepło, miękkość, która powoli twardniała pod moim dotykiem. Lizałam powoli, językiem sunąc po całej długości, budząc go stopniowo, zataczając kółka wokół żołędzi, ssąc lekko, aż stwardniał całkowicie, nabrzmiewając w moich ustach jak owoc dojrzewający pod słońcem. On w końcu obudził się zaskoczony z westchnieniem, otwierając oczy leniwie, ale mi nie przerwał. Pozwolił mi kontynuować, kładąc dłoń na mojej głowie. Zacisnął mocno oczy, jęknął przeciągle i zaczął szczytować. Sperma zalała moje usta, a ja połknęłam wszystko, szepcząc drżąco: "Byłam głodna, panie", wytłumaczyłam się, czując pełnię oddania. Dalej bez słowa wróciłam na swoje poslanie.

Drugi dzień zaczął się rankiem, gdy jeszcze spał – podczołgałam się do łóżka cicho, delikatnie się na nie wspinając wykorzystując moją dziką grację. Ustawiłam się z cipką nad jego twarzą, samej będąc skierowaną w stronę jego nóg. Potem opuściłam biodra, dotykając rozchylonymi w podnieceniu wargami sromowymi jego ust. Obudził się, czując mój aromat, oczy otwierając z uśmieszkiem, chwytając moje biodra mocno, przyciągając mnie bliżej, tak że cipka sunęła po jego twarzy. Wysunął język, który wślizgnął się między wargi natychmiast, liżąc szorstko, drażniąc szparkę i łechtaczkę z chciwością, zataczając kółka czubkiem, ssąc lekko, co sprawiło, że jęknęłam głośno. Nieświadomie zaczęłam merdać ogonem jak posłuszna psinka. Język penetrował mnie głębiej, Świdrując nieodległe ścianki pochwy, a ja wiłam kręciłam nad nim biodrami, rękami sunąc po jego podbrzuszu i udach. Napięcie rosło szybko, coraz bardziej przybliżając mnie do orgazmu, aż on przestał nagle, przerywając moją rozkosz, zostawiając mnie drżącą na granicy. Pozostawił moją cipkę bez spełniania. Odwróciłam się, moje soczki spływały po jego brodzie. "Nie dla ciebie dziś, moja mała" – mruknął z uśmieszkiem, podnosząc się, odwracając mnie szybko, wsuwając członka w moje usta i mocno dopychając biodra do mojej twarzy. Ruchał moje usta, ostatecznie dochodząc z rykiem i zalewając moje gardło obfitym wytryskiem. Połknęłam z westchnieniem, czując, jak wypełnia mnie od środka, sycąc głód, w pełni uległa, lecz z nieugaszonym pragnieniem spełnienia.

Drugie karmienie drugiego dnia nadeszło po południu, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, a izba wypełniła się złotym światłem, rzucającym długie cienie. Erik wziął mnie klasycznie, na stole. Rozchylił szeroko na boki moje nogi. Penisa przystawił do wejścia, naciskając powoli, wypełniając cipkę centymetr po centymetrze, rozciągając ją i dostosowując do swojego kształtu. Wykonywał powolne ruchy, budując nasze podniecenie z każdym pchnięciem. Jęknęłam, zaciskając ręce nad głową na krawędzi stołu, oddając mu ciało całkowicie do jego dyspozycji. Ściskałam mięśnie wewnątrz cipki potęgując jego doznania, a on przyspieszał, kładąc dłonie na moich piersiach, podszczypując sutki lekko, co wysyłało iskry po całym moim ciele. Orgazm budował się powoli, ale ogarnął każdy mój zmysł, gdy skurcze cipki zaciskały się na nim mocno, a fala rozkoszy przetaczała się przez każdą komórkę nerwową, gdy on zalewał swoją suczkę spermą. Sięgnął po wcześniej przygotowany kubek, podstawiając go pod moją cipkę. Wiedziałam już o co chodzi, napięłam więc mięśnie, wyciskając z siebie nasienie mojego pana. Podał mi kubek, a ja z wdzięcznością przechyliłam go do swoich ust, wpuszczając w nie słoną i kremową mieszankę jego spermy i moich soczków.




Gdy zmierzch okrył las gęstą zasłoną, Erik wstał, odpinając moją obrożę od smyczy, co zaskoczyło mnie na tyle, że uniosłam uszy w zdziwieniu. "Dziś spacer bez tego" – oznajmił, gestem wskazując drzwi, a jego ton niósł nutę zaufania, które rozpaliło we mnie iskierkę radości, jak dawno zapomniany smak wolności. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie powietrze było świeże, przesycone wonią sosnowej żywicy, wilgotnej ziemi i kwitnących dzikich kwiatów, które rosły w małym ogrodzie otaczającym izbę – namiastce natury, ogrodzonej niskim płotem z gałęzi, gdzie krzewy malin splatały się z jeżynowymi pędami, a trawa miękko uginała pod stopami. Byłam całkowicie naga, ze skórą wystawioną na wiatr, który muskał piersi, brzuch i uda, wywołując gęsią skórkę, ale też budząc podniecenie, gdy szłam obok niego, czując się jak wilczyca na polowaniu, choć w pełni jego. Cieszyłam się tym połączeniem z otoczeniem – liśćmi szeleszczącymi na lekkim powiewie, ziemią miękką pod palcami stóp, zapachami lasu, które przypominały mi dawne życie, ale teraz mieszały się z jego obecnością, czyniąc wszystko bezpiecznym, pożądanym. Szliśmy wolno ścieżką między krzewami, a ja, czując rosnące napięcie w ciele, zaczęłam kusić go subtelnie – stanęłam przodem, unosząc ręce nad głowę, by wyeksponować piersi, sutki sterczące w chłodnym powietrzu, kręcąc biodrami w powolnym tańcu, ogon machający z boku na bok w rytm, jak u suki wabiącej partnera. Pokazywałam mu zakamarki ciała – rozchyliłam lekko uda, pozwalając mu zobaczyć wargi gładkiej cipki, błyszczące w resztkach światła, potem odwróciłam się, wyginając plecy, by pupa uniosła się wyżej, ukazując ciasne zwieracze, z wysoko uniesionym ogonkiem, odsłaniającym wszystko. "Nie zerżnie pan swojej spragnionej suni?" – szepnęłam prowokująco, głosem drżącym od pożądania, kręcąc biodrami bliżej niego, machając ogonem tak, by muskał jego udo, kusząc dotykiem futra. Jego oczy pociemniały, ręka sunęła po moim boku, palce wędrujące po skórze, badające krzywiznę biodra, schodzące niżej, by musnąć wargi cipki, co sprawiło, że jęknęłam cicho, nogi ugięły się lekko.



ZAKOŃCZENIE Z ERIKIEM
Wtedy z krzaków wyskoczył Kael – mój dawny ukochany, wilk o czarnym futrze na uszach i ogonie, zielonych oczach teraz płonących furią i bólem. Ukrywał się tam, wytropiwszy mnie po śladach, obserwując całą scenę – moją nagość, kuszenie, słowa, które musiały go ranić jak sztylety. "Lira!" – ryknął, skacząc naprzód. Pazury wyciągnięte, zęby obnażone, ciało napięte jak struna, gotowe do ataku. Erik odskoczył, chwytając pobliski kij, unosząc go jak broń, a ja zamarłam, serce tłukło mi w pierś, wspomnienia dawnego życia zalały umysł jak powódź. Kael rzucił się na Erika, łapami uderzając go w pierś, pazurami rysując skórę przez koszulę i zostawiając czerwone bruzdy, z których zaczęła sączyć się krew. Erik zamachnął się kijem, trafiając wilka w bok, co wywołało skowyt bólu, ale Kael nie ustępował, gryząc go w ramię, rozrywając materiał, raniąc powierzchownie. Walka toczyła się w chaosie – Erik parował ciosy, kijem uderzając w łapy Kaela. Ten z kolei warczał i skakał, próbując powalić człowieka na ziemię, ale Erik stał mocno, zadając uderzenia, które zostawiały siniaki na oponencie. Krew Erika kapała z ramienia, ale nie była zbyt głęboka, tylko draśnięcie, podczas gdy Kael trzymał się za bok, z przyspieszonym oddechem i oczami pełnymi desperacji. "Puść ją, człowieku!" – warknął Kael, skacząc ponownie, ale Erik odepchnął go kijem, powalając na chwilę.
W tym momencie serce pękło mi na pół – patrzyłam na Kaela, dawnego partnera, który szukał mnie od długiego czasu, ryzykując wszystko i na Erika, który złamał mnie, ale dał poczucie bezpieczeństwa, rozkoszy oraz całkowitego oddania. Łzy napłynęły do oczu, ale wybór padł szybko, instynktownie – podbiegłam do Kaela, stając między nimi, łapy unosząc w geście powstrzymania. "Przestań, Kaelu" – wyszeptałam drżąco. Głos łamał mi się od emocji, a uszy opadły w smutku. "Nie... nie chcę wracać. Jestem jego." Kael zamarł, rozszerzając oczy w niedowierzaniu. Widziałam jak na twarzy malował mu się ból, bardziej przenikliwy od tego fizycznego. Erik podszedł bliżej, opuszczając kij, a ja odwróciłam się do niego, padając na kolana, wypinając pupę. Cipka była wystawiona na widok obu. "Proszę, panie" – jęknęłam, patrząc na Erika błagalnie, a Kael stał jak skamieniały, obserwując to wszystko z miejsca, w którym go zatrzymałam. Erik skinął głową, rozpinając spodnie. Jego penis był zwiotczały, ale ustami szybko postawiłam go do pionu, nadziewając się na niego cipką, sunąc wolno w tył, czując, jak wypełnia mnie całkowicie, rozciągając ścianki. Wkrótce jego biodra uderzały o moją pupę. Jęczałam głośno, wpatrując się błogim wzrokiem w Kaela, który patrzył złamany, a rozkosz budowała się we mnie falami, powodując skurcze cipki zaciskającej się wokół Erika. Wkrótce doszłam z krzykiem, drżąc na całym ciele, z soczkami spływającymi po udach. Potem, wciąż na oczach Kaela, zmieniłam dziurkę – wysunęłam się z cipki, przystawiając pupę, rozluźniłam się na ile mogłam, a Erik wsunął się powoli, wypełniając odbyt. Ból był minimalny, zastąpiony szybko dozą przyjemności. Początkowo powolne ruchy zamieniały się na coraz szybsze, dłonie Erika na mych biodrach dobijały moje pośladki do jego bioder, a ja wiłam się, sunąc palcami po łechtaczce, szykując się na drugi orgazm. Kael stał nieruchomo, z oczami pełnymi łez, a ja doszłam znowu, skurcze pupy ściskały penisa Erika, co sprawiło, że i on doszedł w mojej pupie, zalewając mnie gorącym strumieniem. Wysunął się po zakończeniu, a ja, wciąż drżąca, wsunęłam palec w pupę, zgarniając spermę i unosząc palec do ust. Zlizałam całość powoli, delektując się smakiem nasienia mojego właściciela i patrząc Kaelowi prosto w oczy. "Idź, Kaelu" – powiedziałam cicho. "Nie jestem już twoja. Należę do niego." Kael bez słowa cofnął się w krzaki, znikając w mroku lasu, a ja przytuliłam się do Erika, czując pełnię wyboru, oddania, bezpieczeństwa w jego ramionach. Jestem wilczycą, która znalazła swojego pana na zawsze.

Powiązane tematy

Punkty i wsparcie autora

Wesprzyj twórcę napiwkiem w ERPointach.

Zaloguj się, aby wysłać wsparcie autora. Zaloguj

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Zaloguj
Brak komentarzy.

Więcej od autora

Podobne opowiadania

Dzikość zniewolenia (cz. 7) - Opowiadania - ERPlay - ERPlay