Dzikość zniewolenia (cz. 8 - drugie zakończenie)
18+ZAKOŃCZENIE Z KAELEM
Wtedy z krzaków wyskoczył Kael – mój dawny ukochany, wilk o czarnym futrze na uszach i ogonie, zielonych oczach teraz płonących furią i bólem. Ukrywał się tam, wytropiwszy mnie po śladach, obserwując całą scenę – moją nagość, kuszenie, słowa, które musiały go ranić jak sztylety. "Lira!" – ryknął, skacząc naprzód. Pazury wyciągnięte, zęby obnażone, ciało napięte jak struna, gotowe do ataku. Erik odskoczył, chwytając pobliski kij, unosząc go jak broń, a ja zamarłam, serce tłukło mi w pierś, wspomnienia dawnego życia zalały umysł jak powódź. Kael rzucił się na Erika, łapami uderzając go w pierś, pazurami rysując skórę przez koszulę i zostawiając czerwone bruzdy, z których zaczęła sączyć się krew. Erik zamachnął się kijem, trafiając wilka w bok, co wywołało skowyt bólu, ale Kael nie ustępował, gryząc go w ramię, rozrywając materiał, raniąc powierzchownie. Walka toczyła się w chaosie – Erik parował ciosy, kijem uderzając w łapy Kaela, Ten z kolei warczał i skakał, próbując powalić człowieka na ziemię, w końcu Kael wykorzystując swoją szybkość, zadrapał pazurami twarz Erika, pozostawiając krwawą bruzdę na policzku, a zęby wtopiły się w jego udo, rozrywając skórę, sprawiając, że Erik zachwiał się, wypuszczając kij z chwytu. Krew Erika kapała z kilku ran, odczuwany ból wyraźnie go osłabiał, a Kael, choć ranny w bok, dyszał z triumfem. "Puść ją, człowieku!" – warknął Kael, skacząc ponownie, powalając Erika na ziemię, ostre pazury przystawiając do jego szyi, z pełną gotowością do zadania ostatecznego ciosu.
W tym momencie serce pękło mi na pół – patrzyłam na Kaela, dawnego partnera, który szukał mnie od długiego czasu, ryzykując wszystko i na Erika, który złamał mnie, ale dał poczucie bezpieczeństwa, rozkoszy oraz całkowitego oddania. Łzy napłynęły do oczu, ale wybór padł szybko, instynktownie – podbiegłam do Kaela, stając między nimi, łapy unosząc w geście powstrzymania. "Przestań, Kaelu" – wyszeptałam drżąco. Głos łamał mi się od emocji, a uszy opadły w smutku. "Proszę. Zabierz mnie stąd." Kael zamarł, oczy rozszerzone w niedowierzaniu, jego twarz całkowicie zmieniła swój wyraz, od złości, poprzez zdziwienie a na końcu euforię. Erik, leżący na ziemi, ranny, z krwią spływającą po twarzy i udzie, próbował się podnieść, ale Kael przygniótł go mocniej, warcząc. Ja jednak, w przypływie dawnej dzikości, skoczyłam do Erika, obnażając swoje wilcze kły i wbijając je w jego członka, który wciąż wystawał z rozpiętych spodni – ugryzienie było bolesne, ostre, rozrywające skórę, wywołując krzyk agonii. Mocno krwawił, a spowodowany w ten sposób ból sprawił, że praktycznie zemdlał. Nie byłby w stanie nas ścigać. "Zostaw go" – powiedziałam do Kaela, odskakując, a on puścił Erika, który boleśnie pojękiwał. Kael podniósł mnie delikatnie. Skierował się w stronę lasu, a ja, drżąca, tuliłam się do jego futra, czując mieszankę ulgi i straty. Oto ja – złamana i upodlona wilczyca wracającą do korzeni, choć w głębi mojej podświadomości prawdopodobnie zostanę zepsuta w ten sposób do końca swoich dni.
Powrót do stada trwał całą noc – biegliśmy przez las nie zwracając uwagi na gałęzie drapiące moje nagie ciało. Robiliśmy jedynie krótkie postoje na potrzeby fizjologiczne, nad strumieniem chłodząc stopy. To leśne powietrze skrywało mnóstwo zapachów nocy: mokrej kory, liści i zwierząt. Kael prowadził mnie przez gęstwiny, ścieżkami, które dzięki poszukiwaniom znał jak własny ogon, aż dotarliśmy do polany, gdzie stado spało pod gwiazdami, ognie dogasały w ogniskach, a wilki przysypiały zwinięte w kłębki. Alfa, stary samiec o szarym futrze, uniósł głowę na nasz widok, jego żółte oczy błyszczały w ciemności, a reszta stada instynktownie budziła się, warcząc cicho w powitaniu. "Lira wróciła" – mruknął alfa, wstając. Usłyszałam w jego głosie… ulgę. Usiedliśmy w kręgu przy ognisku, które Kael rozniecił na nowo, światło płomieni tańczyło na twarzach wilków. Musiałam opowiedzieć wszystko – o miesiącu niewoli, od schwytania w pułapkę, przez pierwsze tortury orgazmami, rozdziewiczenie waginalne i analne, upokorzenia z Brunem, spermową dietę. Słowa płynęły z trudem, przy każdej kolejnej wymienianej torturze drżał mi głos, uszy opadły mi w zawstydzeniu. Otuliłam się ogonem, a stado słuchało w milczeniu, ich oczy błyszczały od ciekawości i współczucia. Kael siedział obok, trzymając mnie za dłoń, ściskając ją delikatnie. Słuchając mojej opowieści, jego zielone oczy były pełne bólu. Przymykał je, gdy opowiadałam o szczegółach – o tym, jak Erik łamał moją dzikość, jak nauczyłam się uległości, jak ciało zdradzało mnie podnieceniem, nawet w najgorszych chwilach. "Byłam jego suką" – wyszeptałam na koniec. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, a alfa kiwnął głową: "Ale wróciłaś. Jesteś wilczycą stada."
Następnego dnia odbyła się tradycyjna ceremonia ponownego przyjęcia – na polanie, pod słońcem stojącym wysoko, stado zebrało się w kręgu. Alfa stanął w środku, mówiąc swoim zwyczajnym, głębokim, stanowczym głosem. "Lira wraca do nas, ale musi potwierdzić więź" – oznajmił, a Kael stanął przede mną. Patrzyłam na jego muskularne ciało, futro lśniące w świetle, w jego zielone jak liście, pełne miłości i pożądania oczy wpatrujące się w moje. Zwyczaj wymagał, by samiec posiadł wybrankę publicznie, by stado było świadkiem ich połączenia, cementując parę w oczach wszystkich. Stałam nago, wiatr muskał moją skórę, sutki stwardniały od oczekiwania i napięcia. Kael podszedł wolno nachylając się do mnie. Nosem obwąchiwał moją szyję, ramię, brzuch, aż w końcu zszedł niżej do cipki, gdzie lizał delikatnie. Muskał moje wargi swoim szorstkim, sprawnym językiem, rozchylając je, drażniąc łechtaczkę kółkami, ssąc lekko, wywołując u mnie ciche jęknięcia. Wysunęłam biodra w jego stronę, a mój ogon uniósł się zdradzając moje podniecenie. Stado patrzyło, wilki mruczącały w aprobacie, a ja poddawałam się, czując, jak dawna dzikość miesza się z nabytą uległością. Kael uniósł mnie na ręce, kładąc na miękkiej trawie. Byłam mu w pełni oddana. Uklęknął przede mną i rozsunął szeroko moje nogi. Zauważyłam, że jego penis był już gotowy. Przystawił go do mojej wilgotnej dziurki, wsuwając się we mnie powoli, wypełniając cipkę centymetr po centymetrze. Jego ruchy były miarowe, głębokie i spokojne. Poczułam jego gorący oddech na swojej szyi, a on kierując się wilczym instynktem, zaczął zaciskać swoje kły delikatnie na mojej szyi, co wysyłało przyjemne iskierki w każdy zakątek mojego ciała. Jęczałam już głośno i bezwstydnie, wbijając pazury w jego plecy. Kopulacja z ukochanym, jego czułość, dzikość i fakt, że jesteśmy wystawieni na wzrok wszystkich wokół, sprawiły, że zaczęłam bardzo szybko szczytować. Orgazm którego doznałam był… inny. Bardziej intensywny. Doszłam wyjąc. Moje skurcze ściskały mocno jego penisa, a on prawie w tym samym czasie zalał mnie swoją spermą, oznaczając mnie jako swoją. Stado zawyło za mną, akceptując nas, a ja, dysząc, tuliłam się do niego, czując spełnienie nie tylko seksualne, ale również spełnienie pełnej przynależności do stada.
Ale zwyczaje stada na tym się nie kończyły – wieczorem, po tradycyjnym posiadaniu, odbyła się ceremonia "więzi krwi", starożytny rytuał, gdzie samiec brał kobietę za swoją na zawsze poprzez wymianę krwi i esencji. W kręgu przy ognisku, pod gwiazdami, Kael naciął pazurem skórę na naszych ramionach, krew spływała czerwoną strużką. Przysunęliśmy się do siebie stykając nasze rany ze sobą, mieszając krew, symbolizując jedność. Potem, na oczach stada, położył mnie na futrach pochodzących z upolowanej zwierzyny. Zaczął lizać moją ranę, czułam, jak jego język sunie po skórze, schodząc niżej, do piersi, ssąc sutki z pasją, przygryzając je lekko, co wywoływało u mnie ciche jęki, a ja wygięłam ciało w delikatny łuk, zachęcając go do kontynuowania.
Przesunął się niżej, jego łapa sunęła w dół po brzuchu, do cipki, palcem rozsmarował po niej moje soczki, wsuwając go ostatecznie we mnie. Szybko dołączył do tego drugi palec. Wsuwał je coraz głębiej, mocniej masując ścianki, drażniąc punkt G. Odwzajemniałam się biorąc jego członka w dłoń, sunąc językiem po jego długości, ssąc żołądź, biorąc głęboko do gardła, dławiąc się nim z ochotą, czując, jak wypełnia mi usta, smakując słoną esencję, która zbierała się na czubku. Słychać było, że reszta stada dołączyła do uczestnictwa w ceremonii. Wilki dzieliły się podobnymi aktami w parach, atmosfera była gęsta od pożądania, zapachów podniecenia unoszących się jak mgła nad polaną. Kael wysunął palce, obracając mnie tak, byśmy mogli się stymulować nawzajem – jego głowa między moimi udami, język szybko wślizgnął się między moje wargi sromowe, liżąc ją od góry do dołu, zataczając spirale wokół łechtaczki, ssąc ją rytmicznie, co wysyłało fale prądu przez moje podbrzusze. Ja jednocześnie brałam jego członka do ust, ssąc głęboko, językiem masując spód, dłonią ugniatając jądra delikatnie, czując, jak twardnieje jeszcze bardziej. Ta pozycja łączyła nas w symetrii rozkoszy – jego język penetrował mnie, drażniąc wejście, smakując moją wilgoć, a ja połykałam go coraz głębiej, dławiąc się lekko, zostawiając swoją ślinę spływającą po trzonie, mieszając się z jego sokami. Słyszałam jęki wokół nas, gdy wilczyce oddawały się swoim wybrankom.
Po tym wzajemnym akcie Kael obrócił mnie na brzuch, uniósł pupę wyżej, położył łapy na moich biodrach, przesunął penisem kilka razy po moich mokrych wargach, drażniąc się ze mną nieco zanim wszedł, ostatecznie wypełniając mnie jednym pchnięciem, głębokim i pewnym. Krzyknęłam z mieszanki zaskoczenia i rozkoszy. Jego ruchy były zwierzęce, biodra uderzały o moją pupę głośnymi plaśnięciami. Wiłam się pod nim, pazury wbijając w miękkie futra. "Włóż kciuk... w moją pupę" – wyszeptałam drżąco, przerywając w połowie zdania z zawstydzenia i jęków, czując potrzebę tego dodatkowego wypełnienia, nabytego w niewoli. Kael zamarł na chwilę, jego ruchy zwolniły, źrenice rozszerzyły się w zdziwieniu – w lesie ta dziurka nie służyła do kopulacji, pary, które próbowały kopulować analnie, nie miały potomstwa, jakby natura karała za odchylenie od przeznaczenia. "Liro... to nie nasza droga" – mruknął głosem pełnym wahania, ale posłuchał. Kciukiem zebrał nieco moich soczków i przystawił do odbytu, napierając powoli, rozciągając ciasną dziurkę, co wywołało we mnie ostry dreszcz, mieszankę dyskomfortu i intensywnej stymulacji. Chwilę później wsunął go we mnie głębiej, masując pupę od wewnątrz w rytm kopulacji. Rozkosz podwoiła się, orgazm nadszedł momentalnie, skurcze cipki i pupy ściskały go mocno, aż Kael doszedł z rykiem, zalewając cipkę swoim gorącym nasieniem. Była na tyle gęsta, że gdy wysunął się ta zatrzymała się na sromie.
Na koniec, zgodnie z tradycją "esencji nocy", dorosłe samce ze stada podchodziły po kolei, obwąchując moją cipkę wypełnioną spermą Kaela, językami wylizując ją dokładnie, czyszcząc z mieszanki soków, co symbolizowało akceptację pary przez zbiorowość. Pierwszy podszedł Rorik, jego język płasko sunął po moich wargach, wślizgując się nim do środka, często drażniąc łechtaczkę, co wywołało we mnie jęk.
Kael stał obok, gdybym patrzyła mu w oczy, zobaczyłabym na pewno gigantyczną zazdrość. Czuł się zdradzony tym widokiem, choć tradycja wymagała tego aktu – jego wybranka stymulowana przez innych, na jego oczach. Sam przed sobą ukrywał postępującą przez ten widok erekcję.
- Kaelu, złap mnie proszę za rękę… - poprosiłam go cicho, przerywając co słowo krótkimi pojękiwaniami. Podszedł i złapał mocno moją dłoń, gdy ja byłam blisko orgazmu od pieszczących mnie języków. Thorne był następny, jego język był szorstki i szybki, penetrował głębiej, czyszcząc wnętrze mojej cipki swoim zwierzęcym jęzorem ze spermy Kaela i ssąc łechtaczkę, co sprawiło, że doszłam znowu, miażdżąc z tej intensywności palce Kaela, unosząc wyżej biodra. Kael dyszał ciężko, dominowało nim rosnące poczucie poniżenia. Kolejni samce – sześciu w sumie, każdy lizał inaczej: jeden wolno i głęboko, drugi krążąc wokół wejścia, trzeci skupiając się na łechtaczce, co wywoływało we mnie orgazmy prawie co zmianę samca. Byłam już wykończona tym rytuałem. Skurcze cipki zaczynały powodować lekki ból, spowodowany ich intensywnością i ilością. Kael, nie mogąc wytrzymać widoku mojej rozkoszy pod wpływem innych, wytrysnął przypadkiem. Jego sperma trysnęła na ziemię przed moją leżącą na płasko buzią. Spojrzałam na niego z uśmiechem, jego oczy były pełne wstydu i podniecenia. Tradycja czyniąca go świadkiem tej zbiorowej stymulacji doprowadziła i jego do poniżającego szczytowania i to bez jednego dotknięcia. Patrząc mu w oczy zlizałam z ziemi całe jego nasienie, a on widząc to, zaczerwienił się z ponownego podniecenia moim aktem oddania się jemu w ten sposób. Rytuał dopełniony. Od tej pory byliśmy pełnoprawną parą w oczach stada.
Minęło kilka dni. Kopulowaliśmy codziennie, starając się o młode. Nauczona wielu rzeczy podczas mojego zniewolenia, chciałam, żeby Kael czasem traktował mnie jak swoją sukę. Bo właściwie nią byłam. Już pełnoprawnie. Często ocierałam się o niego, niby przypadkiem. Prawie zawsze w jego towarzystwie byłam nago. Masturbowałam się, gdy on spał i budziłam go swoimi głośnymi jękami. I to nie tylko jego. Samotne samce zebrane w grupę nieopodal, często czaiły się w pobliżu i podglądały, jak w bardzo erotycznych pozycjach oddawałam się chwili przyjemności. Jednak cały czas z tyłu głowy miałam to, jak Kael wytrysnął, gdy przyjemność sprawiali mi inni. Pewnego wieczora powiedziałam mu swoim przymilnym, podnieconym tonem: - Mój wilku… Pójdź do Thorne’a. Zaproś go do naszego kręgu i poproś, żeby posiadł Twoją wilczycę…
Kael nie wiedział co zrobić. Nic więcej nie powiedziałam. Zobaczyłam natomiast panicznie skrywaną przez niego erekcję. Wszystkie wilki w innych kręgach, jak i cała zgraja samotnych samców oglądała co się dzieje. Przyszli kilka minut później, gdy ja wypięta mocno w stronę z której nadchodzili, z zadartym wysoko ogonem kręciłam biodrami zachęcająco. Moja cipka uroniła już kroplę podniecenia, widoczną doskonale w świetle księżyca pomiędzy wargami sromowymi. Thorne podszedł do mnie.
- Kaelu…? – poprosiłam z niecierpliwością.
- Thorne. Czy… mógłbyś… zas-zaspokoić moją wilczycę? – powiedział niepewnie całkowicie się czerwieniąc. Słowa zawisły w powietrzu jak dym z dogasającego ogniska. Thorne uśmiechnął się szeroko, kły błysnęły w blasku księżyca. Nie czekał na dalsze pozwolenie. Chwycił mnie za biodra – mocno, bez ceregieli – i jednym płynnym ruchem wszedł we mnie. Głęboko i brutalnie. Krzyknęłam, pazury wbiłam w trawę, ogon zafalował gwałtownie. Czułam każdy centymetr jego grubego trzonu, jak rozciąga mnie na nowo, wypełniając miejsca, które tak niedawno należały do Kaela. Ruchy Thorne’a były szybkie, drapieżne – nie dbał o moją przyjemność, brał mnie jak sukę w rui, którą właśnie byłam. Biodra uderzały o moje pośladki z głośnym plaśnięciem, knot zaczął puchnąć u nasady, blokując nas razem. Jęczałam bezwstydnie, moja wilgoć spływała po udach, mieszając się z jego sokami.
Kael stał tuż obok. Widziałam kątem oka, jak jego dłoń zaciska się w pięść, jak mięśnie na brzuchu falują z napięcia. Jego penis, wciąż twardy i ociekający, drgał przy każdym moim krzyku. Nie dotykał się – nie musiał. Sam widok wystarczał. Thorne przyspieszył, warcząc gardłowo, a ja poczułam, jak knot pęcznieje do granic, zamykając nas w uścisku. Wytrysk przyszedł falami – gorący, obfity strumień wypełniał mnie od środka, pulsował we mnie długo, długo, aż poczułam całkowite wypełnienie. Krzyknęłam ochryple, cipka zacisnęła się w orgazmie, który wyrwał się ze mnie gwałtownie, niemal bolesny od nadmiaru. Soczki trysnęły na trawę, nogi ugięły się pode mną.
Gdy Thorne w końcu się wysunął – knot zmiękł na tyle, by pozwolić – sperma wypłynęła ze mnie gęstymi, białymi strugami. Upadłam na kolana, dysząc, drżąc. Spojrzałam na Kaela. Jego oczy były mokre, ale nie od łez – od czegoś głębszego, mroczniejszego. Penis pulsował, gotowy wybuchnąć bez dotyku.
– Kaelu… – wyszeptałam. – Połóż się…
Posłuchał. Położył się na plecach w trawie, z nogami lekko rozstawionymi, jego klatka piersiowa falowała szybko. Klęknęłam nad nim okrakiem i powoli opuściłam biodra, aż moje wargi sromowe dotknęły jego ust.
– Wiesz, że to jest znak akceptacji samca w naszym kręgu… tak trzeba… – powiedziałam cicho, głosem drżącym od wstydu i podniecenia.
Zacisnęłam mięśnie. Gęsta, ciepła sperma Thorne’a zaczęła wypływać – kropla po kropli, strumień po strumieniu – prosto do ust Kaela. Słyszałam, jak przełyka, czułam jak język wysuwa się, by zebrać każdą kroplę. Potem zaczął lizać – głęboko, zachłannie, szorstkim językiem penetrował moją cipkę, wysysając resztki obcego nasienia, jednocześnie drażniąc łechtaczkę, ssąc ją rytmicznie. Jęczałam, biodra poruszały się same, ocierałam się o jego twarz, sperma Thorne’a spływała po jego policzkach i brodzie. Orgazm przyszedł nagle, gwałtowny – wygięłam się w łuk, pazury wbiłam w trawę, wyjąc cicho w noc. Spadłam obok niego, wtulając się w jego pierś, czując bicie jego serca – szybkie, niespokojne, ale wciąż moje. A stado patrzyło w milczeniu.
Minęły tygodnie, potem miesiące. Polowaliśmy razem – ja i Kael – łapa przy łapie, nos przy nosie, ogony splatające się w biegu. Kopulowaliśmy codziennie – czasem tylko we dwoje, pod gwiazdami, na miękkich futrach, powoli i czule; czasem Thorne dołączał, a Kael patrzył, twardniejąc bez dotyku, aż w końcu sam dochodził na trawę, upokorzony i podniecony jednocześnie. Czasem oddawałam się samotnym samcom z obrzeży stada – na oczach Kaela, na jego prośbę, na moje życzenie. Każdy raz bolał go w sercu, a jednocześnie rozpalał w lędźwiach. Nauczył się tego smaku – smaku obcego nasienia wypływającego z mojej cipki prosto do jego ust. Nauczył się go kochać.
Gdy urodziłam młode – troje małych, z futrem czarnym jak smoła, z zielonymi oczami jak u ojca – Kael stał się najdelikatniejszym samcem w stadzie. Ale nocami, gdy szczenięta spały, prosiłam go cicho:
– Wezwij Thorne’a… albo Rorika… albo wszystkich naraz.
I on szedł. Przyprowadzał ich. Patrzył, jak biorą mnie po kolei, jak wypełniają mnie nasieniem, jak krzyczę pod nimi. A potem klękał nade mną, lizał mnie do czysta, wysysał wszystko, co obce, aż zostawałam tylko z jego smakiem na języku. Wykończona po intensywnej kopulacji, bez sił dla niego.
Robił to dla mnie. I dla nas. Bo byłam jego wilczycą. Jego suką. Jego własnością.
I nigdy już nie chciałam być wolna.
Powiązane tematy
Punkty i wsparcie autora
Wesprzyj twórcę napiwkiem w ERPointach.
